2006-07-08 :: 23:12:59
nie wiem dlaczego, ale nie mogę dodawać komentarzy na żadnym blogu.
mężatko, zaglądam do ciebie!
skończyłam z blogowaniem, przeniosłam się na forum baybus.net.
2006-04-13 :: 01:54:30
Nadchodzą moje ulubione święta. Tylko pogoda jakaś nie ta. I nastroje. Źle się dzieje między mną i Mężem. Trochę spieprzyłam sprawę i nie wiem, czy będziemy potrafili odbudować to, co runęło, czy Mąż jeszcze raz mi zaufa.
Narazie jest ciężko.
Nie chce mi się już nawet o tym myśleć. A pisać i mówić tym bardziej. Postanowiłam przeczekać.
Życzę Wszystkim radosnych, ciepłych, rodzinnych Świąt!
2006-01-08 :: 03:33:59
Zaczęło się piekło na ziemi, czyli sesja. A jako, że od poniedziałku do soboty pracuję i nie jestem w stanie zmusić się wtedy do ponad godzinnego wysiłku intelektualnego, zarywam nocki w weekend - jak widać zresztą.
Przede mną jeszcze jeden egzamin z tych, co to jest nie dla mnie, bo nie interesuje mnie ani trochę (i bardzo pragnę mieć go już z głowy) i mogę przejść do ciekawszych rzeczy. Ale to strasznie męczące uczyć się czegoś, czego tak naprawdę nawet nie chce się wiedzieć, czegoś, co prawie napawa cię obrzydzeniem. I jeszcze jest tego tak dużo, a ja mam tak mało czasu - nerwówka totalna.
Mąż po pracy ucieka z domu, ostatnio wymyślił, że będzie naprawiał samochód i robi to godzinami. Poza tym treningi, siłownia, koledzy. I pracę będzie zmieniał chyba, w każdym razie odpowiednie prawo jazdy robi. A ja bym tak bardzo chciała, żeby on się czymś ambitnejszym zajął, niż autobusami. Ale nie potrafię go przekonać, namówić. No a nic na siłę. A nie będę przecież używać argumentów typu: mężowie/narzeczeni/chłopcy WSZYSTKICH moich koleżanek studiują/skończyli studia/prowadzą własny biznes (ewentualnie).
Właśnie, biznes - próbowałam go namówić na coś naszego lub jego, ale nie. On się do tego nie nadaje, jak twierdzi. Właściwie to nie wiem do czego on się nadaje. Chyba do tego samego co mój ojciec - do zapieprzania po 16 godzin dziennie, żeby jakoś żyć.
Ale nieważne, śpiąca jestem strasznie i bredzę. Bez składu pewnie to, co napisałam, ale czasem muszę się wyżalić. W ogóle ostatnio zrobiłam się jakaś zamknięta na ludzi, więc pewnie znów uśmiechnę się do bloga i blogowych znajomych, mimo, iż nie jest ich wielu (a właściwie to wiele).
Nic tu po mnie, idę do Męża, bo jak mnie zobaczy przy komputerze o tej godzinie to się znowu zacznie marudzenie, albo nawet krzyki. Poza tym stęskniłam się za nim.
Bo tak w ogóle to ja go bardzo kocham (mimo, że ta kasa nic się go nie trzyma i to przez jego lenistwo!) i mam nadzieję, że to uczucie przezwycięży wszystkie nasze (liczne) problemy finansowe. Jejku, ale to głupio brzmi. Aż śmiesznie.
Takiego sobie męża wybrałam, co nie ;]
2005-12-25 :: 03:15:13
Dawno mnie tu nie było. Jakoś nie potrafię wygospodarować ostatnio chwili czasu, żeby skrobnąć tu kilka słów. A może poprostu nie mam do tego zapału, co też jest bardzo możliwe.
Wigilię spędziliśmy z moimi rodzicami, bratem i babcią. Generalnie było miło, mama miała przez chwilę nerwówkę, ale później jej przeszło. Zabrakło śpiewania kolęd, niestety dzielenie się opłatkiem (czego niecierpię) wciąż jest kultywowane w mojej rodzinie. Ale jakoś to przecierpiałam. Jutro jedziemy do teściów, tam będzie gorzej. Bo co ja np. mogę mojemu teściowi życzyć? Widzę człowieka raz na ruski rok, niewiele o nim wiem, bo on sam mało mówi i woli być raczej w cieniu niż na świeczniku. Zdrowia na pewno, a co dalej? Wszystkiego co najlepsze? No jasne, że tego właśnie mu życzę, ale to tak banalnie brzmi.
Musimy też jechać z prezentami do mojego chrześniaka i chrześnicy Męża.
W ogóle to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Mąż za czas niedługi 'dorobi się' kolejnego swojego-cudzego dziecka, bo Młodsza Siostra Męża jest w ciąży, w związku z czym na weselu bawić będziemy nie w lecie, a w zimie.
Takiego obrotu sprawy bym się nie spodziewała. No i tu totalnie zaskoczyła mnie postawa Teściowej, która nie robi awantur i wyrzutów, może tylko trochę jest zła, ale tłamsi to w sobie, ewentualnie żali się mojemu Mężowi. Ale tak na pierwszy rzut oka to cieszy się z wnuczątka.
A wracając do Wigilii, postanowiliśmy z Mężem, że za rok spędzamy ją sami, we dwoje. I będziemy świętować po swojemu. Żadnych szopek i przedstawień, jeśli wczujemy się w klimat może nawet pośpiewamy kolędy (mój Mąż uwielbia śpiewać), a jeśli nie, to nie - nic na siłę, nic na pokaz.
Sylwestra ponownie spędzamy w Krakowie, ponownie z moimi znajomymi. Mąż się nie buntuje, chyba się już przekonał, że są niezawodni. Poza tym lubi ich (prawie) wszystkich, więc problemów żadnych nie ma.
A dziś na Pasterce ksiądz mówił o miłości. Pięknie mówił. I tak myślałam sobie o Oldze, która jest już prawie rozwiedziona z Markiem i definitywnie rozstała się ze swoim nowym amantem. Ostatnio doszła do wniosku, że Marek to jednak fantastyczny facet. Ale nie wróci do niego, bo to nie facet dla niej, to nie to i w ogólę. Myślałam, że na starość się mądrzeje i przestaje wierzyć w ideały, czekać na księcia z bajki itd., ale jak widać, nie.
Kolega mojego Męża też prawie rozstał się z dziewczyną po 4letnim związku. Prawie, bo ona bardzo zajadle o niego walczyła, brała go na litość, prosiła i stosowała jeszcze różne inne techniki - skutecznie. Aż ciekawa jestem, jak to się dalej rozwinie. Mam nadzieję, że pozytywnie, chociaż nie bardzo w to wierzę.
Mój licealny przyjaciel też zostawił dziewczynę po 3 latach, choć ona głęboko wierzy, że to tylko kaprys, kryzys czy cokolwiek i że on do niej wróci. Dzwine są te dziewczyny. Ja nie rozumiem, jak można błagać o miłość? Przecież to jest uczucie, które albo jest, albo go nie ma. I nie powinno mieć nic wspólnego z litością.
Młodszej Siostrze Męża też nie wróżę najlepiej. Tak broniłam przed Mężem tego jej Narzeczonego, ale już się przekonałam, co to za człowiek. Zatrzymał się gdzieś mniej więcej w okolicach II wojny światowej, postęp to nie dla niego, taki człowiek starej daty. Złoszczą mnie tacy ludzie zazwyczaj, no ale może ona takich lubi, nie wiem. Się okaże.
Ale święta są, radosne (przynajmniej z zasady takie być powinny), a ja tu takie smęty piszę.
Nic, idę do Męża pod kołdrę, bo niczego bardziej w tej chwili nie pragnę, niż wtulić się w jego prawie nagie, ciepłe ciałko. I zamierzam spać do południa.
Uśmiech na twarzy.
2005-11-05 :: 00:40:08
Mąż od niedawna pracuje na trzy zmiany i dziś właśnie wyprawiłam Go na trzecią. Nie lubię zostawać na noc sama. Ale jeśli chodzi o system jako taki, nie jest najgorszy. Co prawda pracuje teraz w soboty i niedziele, ale co 9 dni ma 3 dni wolnego.
Ja wciąż gniję w sklepie, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Zazdroszczę dziewczynom z sąsiednich butików z odzieżą dla młodzieży. U mnie zakupy robią głównie bogate paniusie po 50-tce (bez obrazy dla pań po 50-tce) i bywają bardzo różne, nierzadko bardzo nieznośne, wybredne i negatywnie nastawione do całego świata. Wręcz zioną jadem i nienawiścią. Tak się chyba menopauza objawia. Łatwo się domyślić, że praca nie wpływa zbawiennie czy kojąco na moje samopoczucie, często przychodzę do domu podenerwowana i wyładowuję się na Mężu. Ale póki co, jest dla mnie bardzo wyrozumiały i znosi to w milczeniu.
W weekendy sporo czasu zajmuje mi uczelnia, co ostatnio zaczęło przeszkadzać mojej szefowej, która zresztą przyjmując mnie do pracy bardzo dobrze wiedziała, że jestem studentką. No mówie Wam, tragedia.
Intensywnie szukam czegoś lepszego. Już nawet nie chodzi o zarobki, ale chciałabym znaleźć pracę ambitniejszą i jak najściślej związaną z kierunkiem studiów. No, ale tyle o pracy, nie będę sobie krwi psuła.
We Wszystkich Świętych odwiedzila nas, a właściwie to babcię rodzina znad morza. Całe rodzeństwo mamy (a trochę tego było) z żonami/mężami/dziećmi/synowymi/zięciami/wnukami zebrało się we wtorek najpierw na cmentarzu, później u babci i znów było tak, jak kiedyś - tłoczno, gwarno i wesoło.
Poza tym młodsza siostra mojego Męża się zaręczyła, w związku z czym bliżej lata potańczymy na weselu.
Spotkałam się też z Olgą. Rozwód w toku, Marek nie robi jej żadnych problemów, odwiedza dziecko i stara się być przyjacielem Olgi, ale rany są jeszcze chyba zbyt świeże. Tymczasem sama Olga ma nowego faceta, o którym jeszcze prawie nikt nie wie. Najbardziej zależy jej na tym, by Marek dowiedział się jak najpóźniej. Ja i mój Mąż mieliśmy już okazję go poznać. Nie powiem, sympatyczny i przystojny, zupełnie inny niż Marek, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i o charakter. Kiedy na niego patrzyłam zastanawiałam się dlaczego Olga w ogóle związała się z kimś takim jak Marek, przecież o ile bardzo go lubiłam i wciąż bardzo lubię, o tyle wcale do Olgi nie pasował. Ani trochę. Filipek jeszcze chyba nie zaakceptował nowej 'zdobyczy' Olgi, która zresztą bardzo cieszy się, że mały nie umie jeszcze mówić i nie pochwali się ojcu, jakiego matka przyprowadza amanta.
No i to by było chyba na tyle. Ostatnio nie mam na nic czasu, więc pewnie będę tu wpadać sporadycznie. Ale wszystkich Czytaczy serdecznie pozdrawiam ;]